Pimp my desktop… by myself :)
Dosyć nietypowo i krótko. Chyba każdy lubi przejrzysty i ciekawy interfejs. Do tej pory starałem się większość elementów powłoki dobierać tak, aby uzyskać najlepszy efekt, jednak w pewnym momencie przestało mnie to satysfakcjonować i postanowiłem stworzyć od początku taką powłokę, która by odpowiadała moim preferencjom. Obecnie zajmuję się w wolnych chwilach (a tych oczywiście mało) wyżej wspomnianym projektem. Jest on na razie w początkowej fazie zaawansowania (około 15%), jednak myślę że już można co-nieco pokazać.
Brak komentarzy“A po szkole…”
Przeskakując dzisiaj po zakamarkach polskiego internetu, postanowiłem przeglądnąć sobie listę najpopularniejszych w naszym kraju stron internetowych… i moją uwagę zwrócił pewien fakt:

;)
Brak komentarzyPimp my desktop XII: Alpha Male
W ramach inspiracji Röyksopp‘em (świetny kawałek Alpha Male) przygotowałem sobie jakiś czas temu przyjemne w obsłudze środowisko pracy pod GNU/Linux/GNOME/Compiz. Uważam, że jest to jedno z moich bardziej udanych biurek ostatnich miesięcy i szybko nie zamierzam z niego zrezygnować. Działa szybko, stabilnie i nie “daje po oczach” późniejszymi porami.

GTK: Darklooks
Ikony: Black-White 2 Vista
Kursory: DMZ (Black)
Emerald: FinalHope
Programy: AWN, Rhytmbox, Firefox, Skype, Pidgin
Szaleństwo Web 2.0
Geneza

Rozwój i popularyzacja Internetu na całym świecie zaczęły stopniowo doprowadzać do powstawania odpowiedników społeczności, miast czy też nawet państw w cybernetycznej przestrzeni. Dziś tak samo jak istnieje Londyn – zarówno istnieje jego internetowy odpowiednik, na który składa się wiele pomniejszych elementów. W tym coraz większym świecie, naturalnym następstwem jest, że ludzie czują się coraz mniejsi i bardziej wyizolowani, ale jednocześnie chcą wywierać coraz to większy wpływ na rzeczywistości, która ich otacza. Tak właśnie narodził się Web 2.0 nie jako idea czy rewolucja, ale jako socjologiczna potrzeba masowego społeczeństwa, które chciało Internet nie tylko przeglądać, ale także i tworzyć.
Na co? Po co? Dlaczego?
Narodziny Web 2.0 to przede wszystkim wzmożona ekspansja sieci na przełomie XX i XI wieku. Wtedy właśnie zaczęły powstawać masowe trendy Internetu takie jak blogi czy kanały informacyjne RSS. Komputery osobiste z kolei zaczęły znacznie przyspieszać, a rozwój protokołów sieciowych i standardów programistycznych pozwolił na wprowadzanie dotąd nieznanych (i niezwykle użytecznych) funkcji w serwisach WWW. Nadal jednak był to rozwój praktycznie jednostronny. Serwisy internetowe się rozwijały technologicznie, natomiast sam internauta pozostawał biernym odbiorcą. Około 2002 roku przyszedł jednak czas na zmiany. Popularyzacja komunikatorów, for, grup dyskusyjnych, blogów czy też stron wiki (o możliwości otwartej edycji) spowodowała tworzenie się ścisłych grup społeczno-internetowych o określonych zainteresowaniach, zachowaniach, celach i poziomie wiedzy. Powstawanie takich grup miało wymiar globalny dzięki szerokiej popularyzacji innego trendu Internetu – nowoczesnych wyszukiwarek internetowych (z Google na czele). Informacje przepływały coraz szybciej, serwisy zaczęły gromadzić coraz więcej plików a internautów przybywało coraz więcej. Doprowadziło to do upadku wielu serwisów wielo-tematycznych i społeczeństwo internetowe zdało sobie sprawę z tego, że przeznaczenie poszczególnych serwisów musi być precyzyjne i trafiać jak najlepiej w daną grupę docelową. Tu pojawił się pewien problem. Jak stworzyć serwis, co na nim umieścić, jakich treści unikać, żeby najlepiej trafić w grupę docelową, złożoną często z bardzo różnych ludzi? Odpowiedź okazała się zaskakująco prosta – powierzyć częściowo tworzenie serwisu każdemu, kto chce to robić. Tak właśnie narodził się właściwy Web 2.0, który pomimo tego, że pokrywał się z powstaniem wielu nowych standardów – jego istnienie było od nich niezależne. Ważniejsza była idea i sprytne uderzenie prosto w potrzeby internautów.
Strzały w dziesiątkę

Web 2.0 okazał się strzałem w dziesiątkę. Pierwsze amerykańskie serwisy takie jak friendster.com, których przeznaczeniem było budowanie kontaktów towarzyskich pomiędzy internautami czy też dawnymi znajomymi odniosły ogromny sukces w postaci rekordowych odwiedzin i przyrostu zakładanych na nich kont. Sukces odniosły także polskie odpowiedniki takie jak Epuls.pl czy Fotka.pl. Ten rodzaj Web 2.0 jest dzisiaj jednym z popularniejszych i stale powstają serwisy, na których możemy znaleźć sympatię, starych znajomych ze szkoły, wojska lub wakacji (np. nasza-klasa.pl).
Z drugiej strony ogromnym wpływem na rozwój filozofii Web 2.0 może poszczycić się Wikipedia (wraz z innymi wiki), która już w momencie powstania była projektem niezwykłym, ponieważ umożliwiała każdemu internaucie (nawet bez rejestracji) napisanie lub poprawienie dowolnego artykułu encyklopedycznego. Z początku pomysł był przyjmowany sceptycznie (jak i na innych stronach opartych na mechanizmie wiki), ponieważ ludzie bali się że „wolność edycyjna” doprowadzi do niewyobrażalnego bałaganu. Tak się jednak nie stało. Ludzie nadzorujący rozwój encyklopedii poprzez poprawianie artykułów, usuwanie szkód pozostawionych przez złośliwych użytkowników jak i dbanie o wysoki poziom merytoryczny sprawili, że Wikipedia jest dziś największą internetową encyklopedią dostępną w ponad 200 językach z czego 30 edycji ma ponad 50 tysięcy haseł.
Stron inspirowanych filozofią Web 2.0 zaczęło przybywać, a twórcy prześcigali się (i prześcigają dalej) w pomysłach na przyciągnięcie do swojego serwisu potencjalnego internauty.
W gąszczu coraz szybszego przyrostu informacji, coraz trudniej było się odnaleźć. Tak więc powstała kolejna luka w rynku społecznościowym, którą szybko postanowili wykorzystać ludzie kreatywni. Powstał szereg serwisów tzw. „zakładkowych”(z del.icio.us i digg.com na czele), których zadaniem było katalogowanie ciekawych linków w jednym miejscu i dzielenie się „znaleziskami” z innymi internautami. Pomysł się przyjął i to właśnie serwisy „zakładkowe” dziś w dużym stopniu mają wpływ na rozwój Web 2.0.
Równocześnie z coraz lepiej działającym katalogowaniem informacji przez społeczności internetowe, internauci poczuli potrzebę dzielenia się nie tylko informacjami, ale także multimediami. Powstało wiele serwisów pozwalających publikować i katalogować w łatwy sposób swoje prace i zdjęcia oraz budować wokół nich społeczności (vide deviantart.com).
Oprócz serwisów „artystycznych” powstawały także typowo społecznościowe galerie, dzięki którym w łatwy sposób można było pokazać zdjęcia z wakacji szerszej grupie znajomych.
Innym sposobem na stworzenie społeczności internetowej było umożliwienie internautom porównania swoich gustów muzycznych na podstawie statystyk prowadzonych podczas słuchania muzyki, posłuchania on-line swoich ulubionych wykonawców, przeczytania informacji o nich (wraz z możliwością edycji) a także dzielenia się opiniami na temat utworów, płyt, wykonawców, koncertów czy zjazdów. Serwisem, który to umożliwił jest Last.fm, który w dalszym ciągu bardzo dynamicznie się rozwija a jego baza użytkowników, utworów i wykonawców jest naprawdę imponująca.
Informacje, zdjęcia, katalogowanie i starzy znajomi to jednak nie wszystko – „rynek społecznościowy” wymagał szeroko pojętej rozrywki. Jeszcze przed rozwojem Web 2.0 strumieniowe przesyłanie audio/video było dosyć popularne, a dzięki szybszym procesorom i pamięciom, stawało się bardzo wygodnym rozwiązaniem. Idea połączenia strumieniowego przesyłania połączonego z „uspołecznieniem” pojawiła się w 2003 roku i już wtedy zaczęła zyskiwać na popularności (Metaface). Prawdziwy wybuch nastąpił jednak w lutym 2005 wraz ze uruchomieniem serwisu YouTube, którego ekspansja i rozwój przekroczyły najśmielsze oczekiwania zarówno twórców jak i internautów. Możliwość wrzucania własnych filmików w prosty sposób i jeszcze łatwiejsze dzielenie się tymi filmikami przyczyniły się do ogromnego przyrostu dziennego zarówno użytkowników jak i samych filmików ( ponad 70 tysięcy dziennie). Ekspansja społeczności internetowych została zauważona nie tylko w prasie internetowej. W 2006 tygodnik TIME nadał serwisom YouTube, MySpace i Wikipedii tytuł „Człowieka Roku 2006”. Sam YouTube jako ikona Web 2.0 wpłynął znacznie na kulturę masową i nawet w codziennej telewizji możemy często zauważyć posługiwanie się materiałami, które użytkownicy tego serwisu uprzednio tam zamieścili. Śladem YouTube poszło mnóstwo innych serwisów tego typu (w tym polskie odpowiedniki takie jak Patrz.pl), jednak żaden już nawet nie dorównał mu popularnością, co nie znaczy że nie odniosły sukcesu. Istnieją co prawda, dość dynamicznie się rozwijające społecznościowe serwisy video o ściśle określonej tematyce, jednak to właśnie ścisła tematyka jest powodem ograniczonego zasięgu. O popularności YT świadczy fakt, że nawet w tych serwisach często się zdarza, że zamieszczane filmiki pochodzą prosto z YouTube (swoją drogą jest to jeden z lepszych pomysłów twórców tego serwisu – możliwość osadzenia danego filmiku na własnej stronie).
Barwy Web 2.0

Oprócz idei Web 2.0 i zastosowanych w nim technologii (AJAX, Ruby on Rails, XHTML, XML, RSS, XUL etc), znakiem rozpoznawczym tego trendu jest z pewnością specyficzny styl graficzny. Użycie prostych logotypów, opartych na pastelowych kolorach, wielu zaokrągleniach i dużych czytelnych czcionkach sprawia, że dane serwisy podświadomie odbieramy z dużą dozą pozytywizmu, do tego nie są męczące dla oka i tworzą ogólną atmosferę sprzyjającą eksploracji.
Szablony stron są proste i czytelne, często używa się dużych czcionek a to wszystko najczęściej w odcieniach jednego do trzech kolorów. Za przyjaznym i (wydawałoby się) prostym wyglądem kryją się często zaawansowane technologie, które wykorzystują możliwości najnowszych baz danych, dynamicznych języków programowania czy też hybrydowych rozwiązań (takich jak dynamiczne generowane elementy Flash) aby takie serwisy przeglądało się jak najwygodniej, sprawnie i przyjemnie. Dzięki temu zamiast czekać podczas ładowania kolejnych całych stron – zmieniają się tylko interesujące nas elementy co pozwala zaoszczędzić dużo czasu i odciążyć serwery.
Poprzez naśladowanie ogólnie przyjętego stylu graficznego „web 2.0”, wiele witryn internetowych jest błędnie podciągane pod ten trend, jednak z filozofią serwisów społczenościowych mają niewiele wspólnego. Web 2.0 to przede wszystkim to co tworzy społeczność danego serwisu.
Cienie Web 2.0

Web 2.0 jak każda innowacja ma także swoje „mniej kolorowe” strony. Serwisów „nowej generacji” przybywa jak grzybów po deszczu, jednak coraz mniej w nich polotu i pomysłowości. Z reguły jest to powielanie pomysłów już sprawdzonych, czasem źle zrealizowane pomysły. Problemem w rozwoju serwisów społecznościowych mogą być także zbyt duże ambicje i przesyt. Jeśli każdy poważny duży serwis będzie miał podobne funkcje i możliwości, dojdzie do sytuacji w której ludzie coraz mniej chętnie będą z nich korzystać z powodu „natłoku informacji” a także powielania tego samego.
To co było jedną z przyczyn dynamicznego rozwoju, czyli prostota – nie może zostać zatarta na fali chłodnych kalkulacji, ponieważ tak jak ludzie stworzyli Web 2.0, tak samo mogą szybko spowodować śmierć wielu serwisów po prostu stopniowo przestając je odwiedzać. Już parę stron spotkał ten los, inni natomiast starają się nie powtarzać błędów przegranych. Pytanie tylko czy za parę lat ludzie nie będą już zwyczajnie znudzeni „tworzeniem społeczności” i pójdą w zupełnie inną stronę? Taki scenariusz jest całkiem możliwy, ponieważ już dziś można zaobserwować migrację pierwszych użytkowników serwisów Web 2.0 znudzonych ich społecznościowym charakterem, w inne części Internetu.
Web 2.0 to także ogromny pochłaniacz czasu. Przeglądając codziennie kolejne wiadomości, posty, filmiki, muzykę, zdjęcia, linki a także kreując swój własny wizerunek (profil) w sieci tracimy mimo wszystko sporo czasu. Nawet zaliczając wszystkie te czynności jako pożyteczne, pomiędzy nimi wytracamy dużo na koncentracji, okoliczności wymagają od nas coraz to szybszego działania co przekłada się na niższą wydajność korzystania z Internetu.
Nowa generacja sieci potrafi być jak narkotyk i warto na to uważać, jednak już nie można przejść obok Web 2.0 obojętnie ponieważ zaczął stanowić poważną część Internetu i to właśnie „internet społecznościowe” będzie wyznaczał przez długie lata standardy dopóki… dopóki nie nastanie Sieć Inteligentna – Web 3.0. Na szczęście to jeszcze przyszłość…
Pimp my desktop XI: Spring in fall
Dla rozburaczenia jesiennych klimatów postanowiłem sobie strzelić pulpit “po wiosennemu”. Nastroje od razu lepsze a i ergonomia pracy jakby wyższa. Wiem wiem - ni to makowe, ni to windosowe, jednak właśnie dlatego swój klimat ma. Konkrety:
No i to by było na tyle tym razem :)
1 komentarzPimp my desktop X: Calm Wood
Od czasu do czasu trzeba sobie poprawić humor, nastrajając się melancholicznie ;-) Niektórzy czytają smutne wiersze, inni słuchają smutnej muzyki, jeszcze inni opowiadają sobie straszne historie. Ja, jako popapraniec - udekorowałem sobie pulpit tak, żebym czuł się przytłoczony na sam jego widok ;-D Do rzeczy:

Vs: Concave_dark
Tapeta: De_Freu
Ikony (dock): De_Freu
Ikony (shell): Radium
Tlen skin: s.Mire 1.2 (mod1)
Toolbar: Concave_dark
Programy: AveDesk, Tlen, foobar, Opera
Ps. oczywiście z tą melancholią to była ironia, bardzo przyjemnie się pracowało przy tym biureczku :)
1 komentarzPimp my desktop IX: HD now!
Po dłuższej przerwie związanej z brakami w dostawie czasu - czas nadrobić zaległości. Jakiś czas temu postanowiłem zmienić sobie monitor na trochę większy i miałem mały dylemat. Mianowicie - wide czy normal? W końcu po podsumowaniu wszystkich “za” i “przeciw” zaryzykowałem “postawić” na nową modę i wybrałem LG Flatron Wide 22′’. Zaowocowało to oczywiście zupełnie nowym podejściem do desktopu jako takiego i zmienienia paru swoich przyzwyczajeń. Po 2 tygodniach stwierdzam, że mój wybór jednak był trafny i wszystko śmiga tak jak powinno, a przejście zatwardziałego CRT’owca na LCD też nie było takie bolesne, z racji że ów monitor parametry ma całkiem-całkiem. Tyle by było tytułem wstępu, teraz przejdźmy do tego co najważniejsze - czyli co z tego wynika ;-) Desktop trzeba było przyszykować pod nową rozdzielczość (1680×1050) a przy okazji trochę odświeżyć. Oto efekty:
Windows:
GNU/Linux:

GTK: graphite-clearlooks
Ikony: echo
Tapeta: Linux HD moja, druga to “Corridors” z deviantArt
Emerald: QuickBlack (po lewej), Lux_lh-0.2 (po prawej)
Programy (wszystkie, które się pojawiały): Pidgin, Firefox, Conky, gdesklets, CompizFusion, htop, irssi, nano
No i to by było na tyle jeśli chodzi o moje pierwsze desktopy-hd ;-)
Brak komentarzyPimp my desktop VIII: Kiss my Windows
Przyznam, że z miesiąca na miesiąc staję się coraz większym dziwakiem i ekscentrykiem jeśli chodzi o rzeczy otaczające mnie dookoła. Nie ważne czy to jest kwiatek w pokoju, plakat na ścianie czy pulpit komputera. Ważne jest, żebym za każdym razem patrząc na daną rzecz, mógł się uśmiechnąć do własnych myśli.
W ostatnim czasie rzadko korzystałem z Microsoft Windows, a kiedy już korzystałem to nawet nie w głowie mi było “przestrajanie” wyglądu na klimaty wiosenno-letnie. Przedział czasowy pomiędzy pierwszą serią a drugą to niecałe 2 miesiące.
Blue Peace
Ikony: Guide Sign Simple
Firefox skin: Midnightfox
Tlen: s.RhymeBX (mod 1)
Styler toolbar: osminimal
Programy: foobar, firefox, tlen, media player classic
Brakowało mi czystego, minimalistycznego i lekkiego środowiska pracy pod Windowsem i zacząłem się zastanawiać jak to skutecznie osiągnąć. Odpowiedź przyszła, kiedy znalazłem ikony Guide Sign Simple - połączyć wyraźnie zaznaczone kontury z przyjemnym niebieskim gradientem. Tak przygotowany shell sprawdzał się idealnie zarówno we wszystkich codziennych czynnościach jak i tych bardziej zaawansowanych. Wide screen? Czemu nie ;-). Wygodnie tak? Pomijając to, że za ekranami LCD nigdy nie przepadałem, trzeba się trochę na początku przyzwyczaić do tych “brakujących” pikseli w pionie. Cóż począć - wciskają nam zewsząd, że to “trendy”, że tak lepiej, że tak jest “HD”. Ja na to leję, bo mogę do końca życia patrzeć w kwadratowy monitor, jednak spróbować odmiany nie zaszkodzi ;-)
Siberia
Podróżując po deviantArt, zupełnie przypadkiem (jak to zazwyczaj w baśniach bywa) trafiłem bardzo interesującą pracę. Mianowicie “Siberia” autorstwa niejakiego Shineft’a. Art jak art - wykonany porządnie, z ciekawym zamysłem, z leksza “noise’ową” kolorystyką i… czymś jeszcze. To “coś” jest prawdopodobnie połączeniem wspomnień, przeróżnych myśli a także muzyki, która kojarzy mi się z tego typu obrazami. Mniejsza jednak już o to, ponieważ tapeta pomimo tego, że była świetna - nijak nie pasowała do ówczesnego wyglądu moich Okienek. Z tym jednak nie było problemu, ponieważ do takich prac, aż z miłą chęcią dobiera się “resztę składników”. Styl - agroove, innej możliwości nadal nie widzę, z ikon jako takich postanowiłem zrezygnować i zastąpić je deskletami. Roughly Brown sprawdził się w tej roli bardzo dobrze, polecam ustawić dla deskletów efekt “magnification”. Na drugim screenie widać desklet “Obi-San” w powiększeniu, ponieważ został zaznaczony kursorem. Inne efekty raczej z avedesk odpadają - nie pasowałyby do “klimatu” kompozycji a do tego mogły by spowodować zbytnią pamięciożerność. Taskbar na dole czy u góry? W sumie nie ma to większego znaczenia, jednak jeśli chodzi o wygodę korzystania z takiej kompozycji to myślę, że góra jest lepszym pomysłem. Na koniec mała niespodzianka związana z dock’iem. Zastanawiałem się czy warto z niego korzystać czy nie. Po podliczeniu wszystkich “za” i “przeciw” okazało się, że warto… tylko gdzie? Oczywiście można było przymknąć jedno oko i na siłę umieścić dock po prawej lub na górze, jednak w żadnej pozycji “nie leżał” mi tak jak powinien. W końcu przyszło oświecenie - zmniejszyć ikony w docku (również Roughly Brown) do granic przyzwoitości i schludnie umieścić je na jaśniejszym fragmencie tapety. Magnification ustawiłem na niewiele większy od rozmiaru podstawowego co również dało ciekawy efekt, ponieważ reakcja na “a hover” jest a nie jest ona agresywna (widać to na trzecim screenie).
I to by było wszystko na dziś ;-)
Bzz bzz
Brak komentarzyThunderbird poraz drugi
Dotychczas nie zamierzałem pisać tutaj o nowościach software’owych w ogóle. Log to log - szybko traci na ważności, jednak niektóre fakty warto odnotować. Postanowiłem zatem, że od tej pory - ważniejsze wydarzenia w świecie oprogramowania (a szczególnie Open Source) będę komentował w tej swoistej jaskini popaprańca :)
Thunderbird 2
Po długich oczekiwaniach, kolejnych wersjach “niestabilnych” i w końcu po wersji długo “męczonej” Release Candidate, dostaliśmy możliwość pobrania wersji stabilnej (2.0.0.0) Thunderbirda. Przyznam, że nowa wersja tego programu pocztowego była przeze mnie wyczekiwana z dużą niecierpliwością i nie mogąc się doczekać, zacząłem przygodę z nim od wersji beta2. To jest właśnie potęga programów opartych o Gecko - ich “niestabilne” są często o wiele bardziej stabilne od pełnoprawnych wydań programów konkurencyjnych. Dziś instalując oficjalne wydanie, przekonałem się, że kredyt zaufania, który kiedyś dałem Mozilli - dziś wraca z procentem. Od wersji RC co prawda niewiele się zmieniło, ale to nie wersje rozwojowe są używane przez rzecze użytkowników, zatem warto odnotować co się zmieniło od linii 1.5.x . Na pierwszy rzut oka zobaczymy odświeżony interfejs, który sprawia, że o wiele szybciej zorientujemy się w naszej poczcie, odbierzemy duże ilości wiadomości czy też wyślemy mail’a z załącznikami, robiąc to w dobrym humorze i stylu web2.0. To jednak tylko nowość kosmetyczna, ważniejszą na pewno nowością jest zaawansowany widok folderów, który pozwala w prosty sposób przedstawić ulubione, nieprzeczytane czy też ostatnio używane foldery, co jest szczególnie przydatną sprawą, kiedy obsługujemy więcej niż 2 skrzynki pocztowe poprzez klienta. Dla osób, które dziennie dostają ponad 100 maili jest także inna miła niespodzianka. Mianowicie - etykiety. Nie jest to jakieś odkrycie, ani też rewolucja, jednak przyznam, że bardzo przydatna sprawa. Wcześniej mogliśmy oznaczyć wiadomość jako “wybitnie ważną”, teraz mamy większe pole do popisu. Dane wiadomości możemy oznaczać jako: “ważne”, “praca”, “osobiste”, “do zrobienia” czy też “później”. Poprawia to ergonomię pracy, a w połączeniu z filtrowaniem wiadomości jest jeszcze bardziej wydajne. Zdarzyło Wam się kiedyś przeskoczyć z jednego maila do drugiego, po czym nie mogliście trafić na ten pierwszy? Teraz ten problem zniknął wraz z zaimplementowaniem prostego mechanizmu znanego chociażby z przeglądarek - “wstecz” i “dalej”. Przyjemnym udogodnieniem dla wielu ludzi, będzie nowy sposób powiadamiania o nowej poczcie. Nawet jeśli mamy zminimalizowanego Thunderbirda, to kiedy przychodzi do nas nowa poczta - ten fakt zostanie nam zakomunikowany poprzez mały popup w rogu ekranu wraz z adresem nadawcy i skrótem wiadomości. Idąc za nowymi trendami, w Thunderbirdzie został także ulepszony system wyszukiwania - mianowicie wyszukuje już w trakcie wpisywania słowa kluczowego, a nie jak to było do tej pory - po wciśnięciu enter’a. Przydatne jak przydatne - bardziej przyjemne, a to właśnie przyjemność i bezpieczeństwo korzystania ze skrzynki pocztowej są chyba największymi zaletami tego programu. Tym razem celowo skupiłem się na samych odczuciach z używania programu niż jego aspektach w kodzie. Dlaczego? Zdaję sobie sprawę, że ci, którzy przeglądają tego bloga - wpadają tu, aby zobaczyć coś nowego, czego mogą spróbować w swoich systemach operacyjnych, ewentualnie poznać mój punkt widzenia na daną dziedzinę informatyki. Ludzie, którzy natomiast szukają specjalistycznych raportów na temat silnika Gecko 1.8 (motor napędowy Firefoxa 2 i Thunderbirda 2) - znajdą je przecież na odpowiednich serwisach, których treści nie zamierzam powielać. Reasumując - korzystasz z poczty poprzez przeglądarkę internetową? Używasz zakazanych (czyt. Outlook) programów pocztowych? Nie wiesz jaki program wybrać? Spróbuj Thunderbirda! Zawsze przecież możesz go łatwo usunąć ;-)
Ps. nie - Mozilla nie zapłaciła za ten wpis, jakby kto pytał :)
Więcej info o Thunderbird 2.0: (link)
Download: (link)
Bzz bzz
1 komentarzNarodziny demagogii w Microsofcie
Jako, że mamy wiosnę, deszcz ze śniegiem za oknem i ogólnie kiepską aurę zaniżającą samopoczucie - przyda się trochę więcej humoru. Znalazłem na sieci dzisiaj pewien archiwalny filmik, z którym miałem nie lada problem. Dlaczego? Do teraz nie wiem czy to jest tylko ‘czarny humor’ i możemy się z tego śmiać, czy też już może fakt, nad którym powinniśmy się mocniej zastanowić. Sami zobaczcie:
Bzz bz
1 komentarz

















